|
„Wiedeńscy Polacy kochali Kiepurę od pierwszego z nim spotkania. Gościli go w swoich domach, wspierali finansowo i ułatwiali kontakty towarzyskie. Jeden z przyjaciół, w tajemnicy przed Janem, wybrał się nawet z wizytą do sławnego na świecie a mieszkającego w Wiedniu jasnowidza-grafologa, Rafała Schermana. Doktor Scherman był potęgą. Dotykając pismo, bezbłędnie przepowiadał przyszłość. Kiedy podano mu fragment listu Kiepury do matki, powiedział: 'Widzę go przed sobą, słyszę jego głos...To jest głos, jaki spotyka się raz na dziesiątki lat.. Jaka w nim siła...Głos tego człowieka pociągnie za sobą miliony ludzi...W tym głosie leży moc nadzwyczajna...niepojęta...Energia tego człowieka dokona cudów...Ten człowiek osiągnie kiedyś najwyższe cele...Przed nim świat stoi otworem...Bogactwo...Jego energia i pewność siebie dokonają cudów'.
„Kiedy powtórzono Kiepurze słowa Schenmana jeszcze bardziej uwierzył we własne siły i postanowił niezwłocznie skierować swe kroki w stronę gabinetu dyrektora Opery Wiedeńskiej. Franz Schalk słyszał już o pojawieniu się w Wiedniu niezwykłego polskiego tenora więc przyjął go bez wahania. Po krótkiej rozmowie dyrektor poprosił Jana aby coś zaśpiewał. Kiepura wybrał arię Cavadarossiego z III aktu opery 'Tosca'. „Schalk zachwycił się głosem Kiepury, bo trudno się było nie zachwycić 'złotym' głosem tego chłopca, jego urodą i uśmiechem niezbędnym w pokonywaniu dziesiątków przeszkód, jakie piętrzyły się na drodze jego życia. I wszechwładny dyrektor Opery Wiedeńskiej, w uniesieniu pod wrażeniem chwili, powiedział: 'Angażuję pana od zaraz do Opery Wiedeńskiej'. A Kiepura na to: 'A za ile, panie dyrektorze ?'. Schalk oniemiał z wrażenia, podobnie jak kiedyś w Warszawie Emil Młynarski, i zapytał: 'Czy przyszedł pan do mnie, mając na myśli wysokość swojego przyszłego honorarium ?'. Kiepura na to: 'Powinienem chyba otrzymać honorarium zbliżone do tego, jakie dostaje pierwszy tenor Opery Wiedeńskiej Leo Slezak'. Schalk nie wytrzymał tych słów. Poczerwieniał, zerwał się z fotela i zaczął krzyczeć, że podobna bezczelność nigdy nie miała miejsca w jego gabinecie, i wyrzucił Kiepurę za drzwi. Kiepura niezbyt speszony okropną - co tu dużo mówić- sytuacją, wychodząc, włożył jeszcze głowę w niedomknięte drzwi i, tak jak wówczas potrafił, powiedział: 'Panie dyrektorze, przyjdzie jeszcze czas, że będzie mnie pan prosił o występ w Operze Wiedeńskiej'. I poszedł do swojego ciągle jeszcze taniego hotelu.
|