|
„Wziął słuchawkę, a ona mu zaśpiewała 'Do Ciebie, Mamo'. Gdy skończyła, on zapytał: 'A kiedy ty wyjeżdżasz ?'. 'Już wyjeżdżam'. 'To ja ci załatwię jeszcze rok w Waszyngtonie'. „Jak powiedział tak zrobił. Dziś myślę, że on był z jakichś tajnych służb". Taki przebieg miał mój pierwszy kontakt z Violettą Villas w ogóle - nastąpił on w USA i był wyłącznie telefoniczny. Pierwszy kontakt osobisty nawiązałem z nią w Polsce z okazji wspólnych występów we wspomnianych skeczach „Turka" Erola. W latach 1985-90 byłem po raz drugi korespondentem „Trybuny Ludu" w Waszyngtonie i na ten okres przypadło moje pierwsze, OSOBISTE, spotkanie z panią Violettą w USA, tym razem w Baltimore. Z moją żoną, Elżbietą, pojechaliśmy tam na koncert, w którym pani Violetta wystąpiła z aktorami Teatru Syrena „pod batutą" jego dyrektora, Witolda Fillera. Pamiętam, że opowiedziałem jej wówczas o tradycyjnym corocznym wieczorze satyrycznym pod patronatem Korespondentów Akredytowanych przy Białym Domu(White House Correspondents), do których należałem. Wieczory te nosiły nazwę „Gridiron" czyli „Ruszt", ponieważ „smażono" na nim „biczem satyry" wybitne osobistości amerykańskie i światowe, łącznie z każdym aktualnym prezydentem USA (a każdy kolejny na nie przychodził). Były to czasy Reagana i Gorbaczowa, a wiec w repertuarze „Rusztu" znalazły się nowe słowa piosenki „Oczy czornyje", przestrzegające tego pierwszego przed zbytnim entuzjazmem dla tego drugiego, co miewało miejsce. Pani Violetta zainteresowała się tymi słowami i prosiła mnie o ich tłumaczenie. Tak się złożyło, że Filler, z dyrektorowaniem „Syrenie", łączył stanowisko redaktora naczelnego „Szpilek", a ja tam pisywałem korespondencje, wiec miałem „na podorędziu" „wolne tłumaczenie" jednej zwrotki tych słów. Aktor grający Gorbaczowa śpiewał „do Reagana": „Oczy czornyje // Za tym się kryje // Że ci podbije // Kaliforniję". Pani Violetta śmiała się, ale powiedziała: „Śpiewać tego jednak nie będę, bo się do polityki nie mieszam".
Wkrótce po naszym - tj. Elżbiety i moim - powrocie do Polski na stałe w lecie 1990 roku, a dokładnie w połowie stycznia 1994 roku, Andrzej Kwiatkowski z TVP zaproponował mi udział w swoim programie „Kariery-Bariery", nagrywanym w Teatrze Małym przy ulicy Marszałkowskiej. Ponieważ miałem w pamięci kontakty z Violettą Villas, powiedziałem mu, że byłbym szczęśliwy, gdyby zechciała w tym nagraniu wziąć udział. Stwierdziłem też, że zarówno ona jak i on ryzykują dużo, ponieważ byliśmy wówczas zaledwie w cztery i pół roku po tym wielkim przełomie w Polsce, który przyniósł jej upadek komunizmu a wszyscy wiedzieli, że ja pracowałem nieprzerwanie przez 40 lat w organie PZPR czyli w „Trybunie Ludu". Ale pan Andrzej odrzekł mi, że oczywiście pytał o zgodę swoich przełożonych, a oni nie zgłosili sprzeciwu, a pani Violetta od razu powiedziała, że propozycje przyjmuje pod warunkiem, że ja wystąpię w smokingu a ona - w sukni od Diora, którą przywiozła z Las Vegas. Była to nie tylko zgoda, ale wprost objawienie, ponieważ ona przyciągała wciąż tłumy, no i jeszcze ta suknia - od światowego króla mody. Na stanowisko dyrekcji TVP mogło wpłynąć też to, że pan Andrzej planował emisję na ostatnią sobotę karnawału i że program miał mieć jeszcze lżejszy charakter niż normalnie. [video 1] [video2]
|