Zygmunt Broniarek

Plotki płotki i GRUBE RYBY

Zalążek prywatnego tygodnika           nr. 590        rok XII

Habent sua fata libelli

To przysłowie łacińskie, które głosi: „Mają swoje (własne) losy książki". Jak i w tym przypadku. Telefonuje do mnie redaktor Krzysztof Mroziewicz, jeden z czołowych publicystów tygodnika „Polityka", specjalista od spraw międzynarodowych, autor wielu książek i były ambasador RP w Indiach. Dziękuje mi za przesłaną mu moją książkę pt. „Książę Karol praprawnuk Polki", wydaną nakładem poznańskiej oficyny „Sorus". Z wydawnictwem tym nawiązałem kontakt kilka lat temu z okazji przekazania mi do recenzji książki Kazimierza Nowaka pt. „Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd - Listy z podróży afrykańskiej 1931-36". Była to podróż wprost niezwykła - z północy na południe kontynentu i z powrotem (inną trasą) , którą Kazimierz Nowak odbył tak jak zaznaczono w tytule, zarabiając na nią w jej trakcie korespondencjami do pism polskich i zagranicznych. W rok po powrocie do Poznania Kazimierz Nowak zmarł, a jego podróż została zapomniana na całe siedemdziesiąt lat. Przywróciło ją do pamięci właśnie wydawnictwo „Sorus" przy pomocy redaktora Ludwika Wierzbickiego, który z listów i innych źródeł zrobił całość, oraz dzięki nieżyjącemu już Ryszardowi Kapuścińskiemu, który objął patronat nad inicjatywą Poznaniaków ufundowania tablicy na Dworcu Głównym w Poznaniu ku czci Kazimierza Nowaka i odsłonił ją 25 listopada 2006 roku.

Następny kontakt z wydawnictwem „Sorus" miał miejsce, gdy jego nakładem ukazała się książka bułgarskiego pisarza i satyryka, Stojana Valeva, pt. "Czas na zdrady - 40 historii miłosnych z niespodziewanym zakończeniem". Wówczas otrzymałem od wydawnictwa propozycję napisania przedmowy do tej książki. Wspominając w niej o pewnej niezwykłości stosunków polsko-bułgarskich, podkreśliłem, że pierwszy władca bułgarski po wyzwoleniu tego kraju przez wojska carskiej Rosji z niewoli tureckiej w 1879 roku miał znaczną domieszkę krwi polskiej. Władcą tym był książę Aleksander Battenberg, syn księcia Aleksandra Heskiego i księżnej Julii de Hauke-Battenberg, Polki, córki generała Maurycego de Hauke, ministra wojny w Królestwie Polskim złączonym Unią personalną z carem Rosji. Przy okazji wspomniałem, że Julia de Hauke-Battenberg była prawdziwą „matką królów" i że jej praprawnukami są zarówno angielski następca tronu, książę Karol jak i król Hiszpanii Juan Carlos. Co so tego pierwszego, to w czasie swej pierwszej wizyty w Polsce w maju 1993 roku, w przemówieniu w Auditorium Maximum Uniwersytetu Warszawskiego, książę powiedział: „Moja jedyna żyjąca ciotka przypomniała mi przed moim wyjazdem do Warszawy, że jestem praprawnukiem Polki, Julii de Hauke".

Wszystko to zbiegło się z zapowiedzią kolejnej wizyty w Polsce księcia Karola, tym razem, po raz pierwszy, z żoną, księżną Kornwalii czyli panią Camillą Parker-Bowles, w połowie marca 2010 roku. Ja wówczas przypomniałem wydawnictwu „Sorus", że w 1993 roku napisałem książkę pt. „Książę Karol w Polsce", która ukazała się w wydawnictwie „ŁUK" w Białymstoku. Zapytałem wydawnictwo poznańskie, czy, z pewnymi uzupełnieniami, nie sporządziłoby drugiego wydania mojej książki, tym razem pod tytułem „Książę Karol praprawnuk Polki". „Sorus" zgodził się i książkę wydał i to z unikatowym zdjęciem księcia Karola na okładce wykonanym przez Stanisława Błaszczyka, redaktora naczelnego luksusowego czasopisma „Ambasador". „Sorus" to wydawnictwo prowadzone przez cudowną parę małżeńską, Teresę i Piotra Szmajdów. Oto przykład. Nie tylko zaprosili mnie oni na promocję i podpisywanie mojej książki na tegorocznych Międzynarodowych Targach Książki w warszawskim Pałacu Kultury, ale wkrótce później obdarowali mnie pięknym albumem z kolorowymi oczywiście zdjęciami swojego syna, Dominika, z tego wydarzenia.

O kobietach przepięknych

„Książę Karol praprawnuk Polki" zaczął żyć własnym życiem - i tu dochodzimy znowu do redaktora Mroziewicza. W mojej książce znajduje się opis przyjęcia, 17 marca 2010 roku, wydanego w Sali Wielkiej Zamku Królewskiego w Warszawie na cześć Ich Królewskich Wysokości Księcia Walii i Księżnej (Duszesy) Kornwalii przez Ambasadora Jej Brytyjskiej Mości w Polsce. Pana D.R. Todda i Panią Alison Todd. Na to przyjęcie zostałem zaproszony i ja, ale ze względu na przejściowe trudności zdrowotne nie mogłem z niego skorzystać i poprosiłem moją żonę, Elżbietę, o zastąpienie mnie na przyjęciu i złożenie mi szczegółowego sprawozdania. Mimo surowej imiennej kontroli Elżbieta nie miała żadnych trudności z dostaniem się na Zamek, a to dzięki pani Paulinie Woronieckiej z sekcji protokolarnej ambasady brytyjskiej. W opisie mojej żony dotyczącym Sali Wielkiej Zamku przed wejściem Królewskiej Pary Książęcej („Królewskiej", bo książę jest przecież następcą tronu KRÓLEWSKIEGO), znalazły się słowa następujące: „Krzysztofa Mroziewicza, jednego z czołowych publicystów 'Polityki' i byłego ambasadora RP w Indiach, otaczały piękne kobiety, bo i sam jest przystojny a sława publicystyczno-dyplomatyczna działa jak afrodyzjak". Otóż redaktor Mroziewicz, dziękując mi za książkę, powiedział, że być może, moja żona widziała go w innym momencie, ponieważ on zapamiętał przede wszystkim tę chwilę, w której rozmawiał z Wysokim Funkcjonariuszem CBA (Centralnego Biura Antykorupcyjnego), z Wysokim Funkcjonariuszem CBS (Centralnego Biura Śledczego) i z Wysokim Funkcjonariuszem Policji Kryminalnej.

Od tego momentu, ciągnął przez telefon redaktor Mroziewicz, upłynęły trzy miesiące bez jednego tygodnia. 9 czerwca 2010 roku odbywa się galowe przyjęcie z okazji Oficjalnych Urodzin Jej Królewskiej Mości, Królowej Angielskiej Elżbiety II w rezydencji ambasadora brytyjskiego, pana Todda i jego żony, pani Alison Todd. Na tym przyjęciu są wszyscy trzej Wysocy Funkcjonariusze wyżej wspomnianych służb z trzema współpracowniczkami o urodzie wprost zapierającej dech w piersiach. Podchodzą one do mnie i mówią: „Czytałyśmy w książce redaktora Broniarka o księciu Karolu passus o pana obecności na marcowym przyjęciu w Sali Wielkiej Zamku Królewskiego na cześć księcia Karola i jego małżonki. Wiemy, że pan rozmawiał tam z naszymi szefami. Nie wchodzimy w to, czy kobiety pana otaczające były rzeczywiście tak piękne, jak to napisała żona redaktora Broniarka. Wiemy natomiast, że w imię honoru naszych służb musimy mieć z panem zdjęcie. Czy pan się zgodzi ?
Redaktor Mroziewicz się zgodził. Kto by odmówił ?

Ale to nie wszystko. Zacząłem od Kazimierza Nowaka, który pieszo i rowerem przemierzył dwukrotnie Afrykę. Redaktor Mroziewicz powiedział mi, że w Polskim Radio w Szczecinie pracuje dziennikarka, która jest zachwycona tą wyprawą. Wie o niej wszystko, także i to, że ukazało się już piąte wydanie książki Nowaka z nowymi szczegółami. Więcej! Dziennikarka ta, już raz samotnie, pojechała do takich miejsc w Afryce, „w jakie (mówiąc słowami redaktora Mroziewicza), pewnie Ryszard Kapuściński sam by się nie zapuścił". Poznałem ją. Nazywa się Marta Zabłocka i razem z koleżanką, Izabelą Pajdałą, pisze książkę o słynnych osobistościach w Polsce, ale z tak oryginalnego punktu widzenia, iż nie mogę go ujawnić. Pani Izabela jest nie tylko moją koleżanką po fachu, ale i „po gazecie", ponieważ pracowała przez pewien czas w dziale kulturalnym już niestety nieistniejącej „Trybuny". A sama pani Marta ? Jest bardzo inteligentna, o żywym i oryginalnym umyśle, zna języki z angielskim na czele, chwyta puenty natychmiast, ale nieudanych nie lubi. No i jest, co tu dużo mówić, chyba, że się powtarza za Mroziewiczem, „PO PROSTU ŚLICZNA".

wydawca: A. Szkoda