|
Plotki płotki i GRUBE RYBY |
|
Zalążek prywatnego tygodnika nr. 589 rok XII |
|
Zwycięstwo Komorowskiego i „Stalowa Wola” Kaczyńskiego |
|
|
|
„Kaczyński - pisze dalej „Mr West Coast" - wybory przegrał, ale rywalowi zwycięstwa pogratulował. Zwolniło go to z obowiązku okazywania jakiejkolwiek grzeczności Komorowskiemu. Dlatego nie przybył na Zamek na uroczystość wręczenia Komorowskiemu uchwały Państwowej Komisji Wyborczej o oficjalnym wyniku wyborów, co równało się stwierdzeniu, że wybory definitywnie wygrał. Nieobecność Kaczyńskiego była publicznym wyrażeń lekceważenia prezydentury Komorowskiego, okazanym jemu osobiście. A także sygnałem dla zwolenników Kaczyńskiego, że mogą bezkarnie przeciwko Komorowskiemu harcować. Łącznie ze składaniem wniosków o unieważnienie wyborów. I z tworzeniem zespołu sejmowego do badania katastrofy smoleńskiej, który, jak mówi Kaczyński, ma dojść do 'właściwych' wniosków. Czyli, mówiąc inaczej, do konkluzji, że katastrofa ta była dziełem 'Tuska na spółkę z Putinem'". |
|
„Bezpieczne związki” Basi Henkel |
|||
|
Nasza wielka przyjaciółka, redaktor Barbara Krystyna Henkel czyli popularna Basia Henkel (od nazwiska męża), odeszła. Była wybitną dziennikarką, specjalistką od kultury a zwłaszcza teatru, kronikarką życia towarzyskiego Warszawy, która stworzyła swój własny, niepowtarzalny styl, daleki od dzisiejszego dziennikarstwa skandalizującego. Można by ten styl nazwać „psychologiczno-dociekliwym", a więc takim, który wzbogaca wiedzę o osobowości opisywanego czy opisywanej, ale jej nie gwałci, zaspakajając równocześnie naturalną ciekawość czytelnika. Jej felietony trafiały także poza granice Polski. Pisała ona bowiem do ostatniej chwili recenzje teatralne w luksusowym czasopiśmie polsko- i anglojęzycznym „Golf and Life" („Golf i Życie"), wydawanym w Warszawie i czytanym przez światowe elity ze względu na wysoki poziom profesjonalizmu artykułów o tym szczególnym sporcie i na doskonałość angielszczyzny tłumaczeń. Ona, Basia, nigdy się nie chwaliła pozytywną reakcją zagranicznych czytelników na swe recenzje, ale jej siostra, Bożena, stomatolog, od czasu do czasu uchylała rąbka tajemnicy w tej materii. |
|
|
|
Tu wyjaśnienie. Luca Biolato został mianowany ambasadorem w Polsce w 1997 roku, ale wcześniej już służył w Warszawie a więc też, przez Anię, był związany z Saską Kępą czyli był prawie warszawiakiem. Gdy został ambasadorem, oboje przeprowadzili się do siedziby ambasady tj. historycznego - i imponującego - Pałacu Szlenkierów przy Placu Dąbrowskiego. Odbywały się tam przyjęcia tak wspaniałe, że naprawdę "prawie boskie". Ania i Luca stanowili niezmiernie atrakcyjną parę: ona piękna, elegancka, wytworna, on - bardzo wysoki, przystojny, „ambasadorski". A oboje - autentycznie przesympatyczni, bez żadnych póz, dąsów i fochów. Luca powiedział Basi Henkel (którą oczywiście do ambasady, państwo Biolato regularnie zapraszali): „Z racji swych misji dyplomatycznych odwiedzałem ze sto krajów, a w siedmiu, nie licząc mojej ojczyzny, zatrzymałem się na dłużej. Siedem to tyle ile gwiazd Orsa - Wielkiego Wozu. Polska i Warszawa są jak Gwiazda Polarna, ta najjaśniej świecąca. Przede wszystkim dlatego, że to ojczyzna mojej żony. A jeśli Polska jest Gwiazdą Polarną, to Włochy, oczywiście są Słońcem. Nie tylko dlatego, że widzimy je na niebie i czujemy jak grzeje. Własny kraj, nawet gdyby był ponury, jest dla każdego Słońcem". |
|
wydawca: A. Szkoda |
|||