Zygmunt Broniarek

Plotki płotki i GRUBE RYBY

Zalążek prywatnego tygodnika           nr. 540            rok XI

A tu, nieoczekiwanie, przychodzi Adam Michnik...

Zaproszenie na spotkanie 24 czerwca 2009 roku zostało wysłane przez warszawskie „Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne" a przy wejściu do redakcji „Gazety Wyborczej" (bo tam się spotkanie odbywało) witała gości Maria Czarnocka, menedżer do spraw promocji i PR (Public Relations) tej oficyny. Zaproszenie dotyczyło dyskusji nad książką Zygmunta Baumana, socjologa „polsko-angielskiego" (bo chyba tak go można określić, zważywszy, że pierwotnie wykładał na Uniwersytecie Warszawskim, a od wielu już lat wykłada na Uniwersytecie w Leeds, w Wielkiej Brytanii). Jego książka nosi tytuł „Życie -Rozmowy o tym, co za nami i o tym, co przed nami w kontekstach"; wydana jest oczywiście przez wspomniane „Wydawnictwa" w roku 2009. Jej forma - to wywiad-rzeka, przeprowadzony przez dwoje naukowców-socjologów: profesor Annę Zeidler-Janiszewską i profesora Romana Kubickiego. Te trzy nazwiska figurują w książce, drukowane tą samą czcionką, co oznacza, że Bauman sugeruje, żeby traktować oboje pytających jako współautorów.

W zaproszeniu nie ma ani słowa, że Bauman na spotkaniu będzie i rzeczywiście go nie ma, ale nie ma również zapowiedzi, że będzie ktoś poza tą dwójką naukowców. Tymczasem jest trzeci naukowiec, związany z Baumanem - socjolog, profesor Wojciech Burszta, oraz - a tu niespodzianka, ponieważ przychodzi...Adam Michnik. Ma do tego „dwa prawa", drugie ważniejsze od pierwszego. Pierwsze bowiem, to, że jest redaktorem naczelnym „Gazety Wyborczej", ale drugie to takie, w którym zawarta jest pewna magia - jest on nie tylko mile ale wręcz entuzjastycznie witany wszędzie dokąd przyjdzie - oczywiście poza jego zdeklarowanymi wrogami, których ma niemało. Choćby z uwagi na ...uwagę, którą na tym spotkaniu wplótł w swoje wystąpienie, choć przecież nie musiał.

A brzmiała ona następująco: „Kiedyś jeden ze znanych socjologów zachodnich zapytał mnie: 'Czy to prawda, że utrzymuje pan stosunki towarzyskie z generałem Jaruzelskim ?'. Odpowiedziałem: 'Tak'. A on odszedł, kręcąc głową i powtarzając: 'Fantastic. Fantastic'". Michnik dostał brawa, bo wszyscy zrozumieli, że ów socjolog wyrażał mu w ten sposób swój podziw.

Cechą Michnika jest to, że, mówiąc o rzeczach poważnych, potrafi bawić audytorium. Nawiązując do okresu, w którym Bauman wykładał na Uniwersytecie Warszawskim, Michnik, który był jego studentem, powiedział: „Kiedyś, na egzaminie, Zygmunt zapytał mnie o list polskich biskupów do biskupów niemieckich (w którym, w latach 1960-ych, polscy biskupi napisali: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie" - ZB), więc ja, z pamięci, wygłosiłem to, co o tym liście powiedział Gomułka. Dostałem piątkę". A wiadomo, że Gomułka wściekał się na ten list za słowa „Prosimy o przebaczenie", bo niby za co biskupi polscy mieli prosić Niemców o przebaczenie ? Za to MICHNIK prosił obecnych o przebaczenie, że od czasu do czasu mówi o Baumanie „Zygmunt". „To dlatego - powiedział -że znamy się od 1962 roku czyli już ile to lat ? Czterdzieści siedem". I dodał, jakby „na stronie": "Pora umierać" (a przecież ma dopiero 63 lata, bo się urodził w roku 1946).

Michnik wspominał też czasy, kiedy jako student był sekretarzem Antoniego Słonimskiego, pisarza, poety, felietonisty i facecjonisty. Słonimski, który spędził wojnę w Paryżu a później w Londynie, wrócił do Polski w 1951 roku. Przyjaźnił się z Julianem Tuwimem, który wrócił do Polski z pięcioletniego pobytu w Nowym Jorku jeszcze wcześniej, bo w 1946 roku. Słonimski pokpiwał sobie lekko z Tuwima, że jest zbyt lewicowy i „antykościelny" z więc mawiał, że na jego nagrobku znajdzie się napis: 'Tu leży Tuwim, co walczył z klerem //Aż kim miał walczyć ? Z Pe-Zet-Pe-Erem ?'". Ale zupełnie nieoczekiwanie dyskusja ma temat książki Baumana przekształciła się w dyskusję o wojnie w Iraku. Wszystko wprawdzie odbywało się w przyjaznej atmosferze, ale nie ulegało wątpliwości, że Michnik miał pretensje do Baumana i jego trojga przedstawicieli, iż potępiali i potępiąjąUSA za wojnę w Iraku. - A dlaczego nie potępiacie Rosji za Czeczenię ? - zapytał. Burszta odrzekł: „Bo tam (w Iraku) byliśmy", ale Michnika nie przekonał. Profesor Zaidler-Janiszewska nawiązała do ataku islamistów na Manhattan i Pentagon 11 września 2001 roku, ale wyciągnęła z tego wniosek, że po tym ataku, USA powinny „przemyśleć same siebie". - Ja tego nie rozumiem - powiedział Michnik - Nie rozumiem, dlaczego mają „siebie przemyśleć" Stany Zjednoczone, które zostały zaatakowane, a nie mają „przemyśleć siebie" islamiści, którzy zaatakowali. Tu zresztą wygłosił oryginalną opinię na temat tego, dlaczego USA rozpoczęły wojnę w Iraku. - Dla mnie - powiedział - nie jest istotny argument, że Irak przygotowywał bombę atomową, ale to, że Irak był państwem totalitarnym. Jeżeli bowiem chodzi o broń atomową, to Irak ma prawo ją mieć. W warunkach, kiedy broń atomową ma Pakistan (ktoś z sali zawołał: „I Izrael") - i Izrael (powtórzył Michnik), to dlaczego ma jej nie mieć Iran ? Dlatego byłem przeciwny demonstracjom antyamerykańskim w Europie zachodniej, bo one powinny być antytotalitarne, a nie antyamerykańskie. I doszedł do wniosku, ze jego przyjaciel Bauman, krytykując USA za Irak, założył „zachodnie (liberalne - ZB) okulary".

Michnik przeciwstawił się też ostro poglądom, zyskujących sobie coraz większą popularność w kołach lewicowych (i nie tylko) w Polsce, że po 1989 roku, Polska zamieniła jednego Wielkiego Brata - Moskwę na drugiego Wielkiego Brata - Waszyngton. Uważam, że Michnik ma tu rację. Wystarczy porównać nasze, PRL-owskie, media (choć wtedy takiej nazwy nie używano) z dzisiejszymi. Przecież wówczas nikt nie mógł nawet pisnąć krytycznie o ZSRR, a dzisiaj - krytykuje się USA otwarcie - i jest to tylko jeden przejaw różnicy między tymi dwoma Wielkimi Braćmi (bo nazwa prawdopodobnie przylgnie do nich na zawsze).

Sama książka Baumana jest interesująca, ponieważ stanowi jak gdyby jego spowiedź „bez samobiczowania, ale i bez apologetyki", mówiąc słowami Michnika. Jest on przeciwnikiem PRL, ale mówi o niej tez tak: „W Polsce stalinizm w życiu intelektualnym pozostawił o wiele płytsze ślady niż w innych krajach 'obozu'. Nigdy nie było polskie środowisko intelektualne odcięte od tego, o czym dyskutowano i nad czym zastanawiano się na świecie. Co się dziś wydarzyło w Paryżu wiedziano w Warszawie nazajutrz.

Docierały wszystkie ostatnie 'nowości filozoficzne', czytało się najświeższe dzieła wydane na Zachodzie, stawiano je w centrum bieżącej uwagi, rzekomo dla 'dawania odporu', ale może właśnie dlatego, z większą jeszcze uwagą i namaszczeniem i jeszcze bardziej na serio czytano je u nas, niż w ich stronach ojczystych. Wybuch debat filozoficznych najczystszej wody i najwyższego kalibru, jaki nastąpił w Październiku 1956, był więc nagły ale nie przypadkowy. O okresie poprzedzającym zaś można mówić jako o okresie hibernacji czy raczej inkubacji wysoce oryginalnej polskiej myśli filozoficznej, którego wyniki ujawniły się przy pierwszej okazji, przy pierwszym oczyszczeniu atmosfery".

Określenie Michnika książki Baumana jako swoistej spowiedzi „bez samobiczowania ale i bez apologetyki" jest w 100 procentach trafne, a nabiera ono szczególnie bogatej choć tragicznej barwy, kiedy się czyta opis jego służby w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego zaraz po zakończeniu wojny - Bauman przybył przecież z Wojskiem Polskim ze Wschodu. Uważa on, że wówczas na przykład „zbrojne oddziały rozsiane po Białostocczyźnie - czasem wywodzące się z podziemnych organizacji, a w większości zwykłe gangi przestępcze -napadały na posterunki milicyjne, zatrzymywały pociągi, wyciągały pasażerów, ściągały z nich haracz i często poddawały egzekucji na miejscu. Łatwo się dziś zapomina, że strzelano z obu stron. Toczyło się wszak, szczególnie na wschodnich obrzeżach kraju, coś w rodzaju miniwojny domowej" .

Takie były nasze losy, a Bauman o nich nie zapomniał.

wydawca: A. Szkoda