Zygmunt Broniarek

Plotki płotki i GRUBE RYBY

Zalążek prywatnego tygodnika                         rok XI

Szalony pomysł Jerzego Giedroycia

Problem: istniała korespondencja z Jerzym Giedroyciem od 1959 roku do jego śmierci w roku 2000 czyli przez 41 lat, a szeroka publiczność w Polsce nic o tym nie wiedziała. A i ten, który tę korespondencję z nim prowadził, też tej szerokiej publiczności nie był znany. A przecież jego listów do Redaktora (bo to ON korespondencję zaczął) i Redaktora do niego było w sumie 678. Gdy więc Wydawnictwo Norbertinum w Lublinie, jako swą 500. książkę, wydało „Korespondencję z Jerzym Giedroyciem (1959-2000)" a po Warszawie rozeszła się wieść, że 24 stycznia b.r. odbędzie się promocja tej książki w „Klubie Księgarza" na Rynku Starego Miasta w Warszawie czyli „U Rodzenia" (od nazwiska dyrektora), i to z udziałem autora oraz jego małżonki, przybyłych z tej okazji wprost z Londynu, to frekwencja okazała się rekordowa. Uwaga o przyjeździe tej pary małżeńskiej ze stolicy Wielkiej Brytanii daje pewną wskazówkę, o kogo mogło chodzić, ponieważ autor książki jest w „polskim Londynie" dobrze znany. To Zbigniew S. Siemaszko, autor wielu książek wydanych nad Tamizą, a po zmianach w Polsce w latach 1989-90, również nad Wisłą. Oczywiście, przez cały okres trwania korespondencji, Siemaszko pisał regularnie do „Kultury".

Dzieje Pana Zbigniewa w wielkim skrócie to Kresy w 1939 roku i wywózka jego rodziny w głąb ZSRR. On sam dostał się do armii Andersa i jako specjalista od łączności dotarł z nim do Londynu. Jest nie tylko autorem świetnych, niebanalnych książek o historii Polaków w czasie drugiej wojny światowej, ale i znakomitym narratorem opowieści. Kiedy na przykład „U Rodzenia" opowiadał o znacznym procencie w armii Andersa Polaków z Ukrainy i Białorusi, którzy nie znali dobrze polskiego, to dodał: „Ale kiedy rzucali granatami w Niemców, to krzyczeli: 'Za Polszu, job twoju mać'". .
Książka Siemaszki obfituje w wiele podobnych historii. Był on zdumiony, że Giedroyć opowiadał mu "z pewną dumą", iż w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego „usilnie namawiał Naczelnego Wodza, gen. Sosnkowskiego, by wprost z Włoch (gdzie przebywał) skoczył na spadochronie do walczącej Warszawy". „Sądziłem - ciągnie Siemaszko - że byłby to pusty gest, który niczego by nie rozwiązał i nic nie załatwił, a jedynie skomplikował hierarchię dowodzenia Powstaniem, Byłem zaskoczony tym, że Giedroyć, który uchodził za realistę politycznego, sugerował tego rodzaju bezcelową demonstrację w sierpniu 1944 roku i uważał ją nadal za słuszną w 20 lat później".

A jakie stanowisko zajął Giedroyć wobec przełomu w latach 1989-90 ? Pisze Siemaszko:. „Establishment londyński (były rząd RP na emigracji - ZB) uznał wolne wybory prezydenta RP za spełnienie oczekiwań i za powstanie suwerennej i niepodległej Polski, akceptując państwo polskie bez zastrzeżeń, tak jakby nastąpiło odrodzenie, pomimo, że to nowe państwo było kontynuacją PRL. Giedroyć natomiast był odmiennego zdania i dlatego interweniował telefonicznie u prezydenta Kaczorowskiego o nie przekazywanie do Warszawy insygniów państwowych. Jednak inicjatywa ta była spóźniona, bo w Londynie zapadła już decyzja bezwarunkowego przekazania ich".

Wymaga to pewnego wyjaśnienia. III Rzeczpospolita BYŁA kontynuacją PRL, ponieważ w sensie prawa międzynarodowego nie powstało żadne nowe państwo (na przykład ambasadorowie PRL zagranicą nie musieli składać na nowo listów uwierzytelniających, a tylko notę, że od 29 grudnia 1989 roku państwo polskie zmienia nazwę z „Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej" na „Rzeczpospolitą Polską" ł stawali się automatycznie ambasadorami Rzeczypospolitej Polskiej). Giedroyć nie chciał tego uznać. I tu rozminął się z uczuciami praktycznie wszystkich Polaków. A szkoda.

Zamach na Hitlera a Benedykt XVI

Film amerykański „Walkirie" z Tomem Cruisem jako pułkownikiem hrabią Clausem von Stauffenbergiem o zamachu na Hitlera 20 lipca 1944 roku obejrzałem na pokazie prasowym w warszawskim „Atlanticu" 10 lutego. To film pasjonujący, świetnie zrobiony i zagrany, a to, że von Stauffenberg był bohaterem, nie ulega wątpliwości. Taka była też opinia uczestników tego pokazu. Ale były też uwagi „odpryskowe", które, nie kwestionując tej ogólnej oceny, zawierały pewne odkrywcze treści. Na przykład tę, że w danych warunkach i w świetle konsekwencji, jakie spadły na choćby „najdalszych", w sensie autentycznego uczestnictwa, spiskowców, von Stauffenberga spotkał „najszczęśliwszy" los - został rozstrzelany w dniu zamachu, kiedy okazało się, że Hitler zamach przeżył. W ten sposób oszczędzone mu zostały tortury w czasie „przesłuchań" w gestapo, „proces", który odbierał wszelką ludzką godność „oskarżonym" i egzekucja poprzez powieszenie na hakach rzeźniczych ze strunami z fortepianu wokół szyj. Tu Hitler wykazał bezmiar swego okrucieństwa, co ilustruje również następujące wydarzenie. Goebbels kazał filmować cały proces oraz egzekucję. Filmy z każdego dnia procesu były dostarczane Hitlerowi co wieczór, a on je oglądał z lubością. Dotyczyło to także filmu z egzekucji. Goebbels nakazał pokazywać je „wybranym widowniom", zwłaszcza oficerom, by ich zastraszyć przed jakąkolwiek nową próbą zamachu. O ile jednak filmy z procesu, te „wybrane widownie" jakoś mogły przełknąć, to filmu z egzekucji - nie. Zwłaszcza oficerowie wychodzili z pokazów i Goebbels, uznając, że nie osiągają one założonych przez niego celów, kazał je przerwać.

10 kluczowych miesięcy

Niemniej to, co nastąpiło w Niemczech PO zamachu, musi budzić zdumienie. Zamach nastąpił 20 lipca 1944 roku. Inwazja Aliantów na Europę trwała już od 6 czerwca. Ale najważniejsze było to, że Armia Czerwona parła naprzód. 4 lipca przekroczyła ona przedwojenną granicę Polski i znalazła się w Prusach Wschodnich, a więc na terytorium Niemiec. Koniec hitlerowskiej III Rzeszy zbliżał się wielkimi krokami.

A jednak te kroki trwały jeszcze prawie 10 miesięcy - od 20 lipca 1944 do 8-9 maja 1945 czyli do czasu kapitulacji W czasie tych 10 miesięcy Hitler i jego nowi i część starych generałów, bo inna część starych zginęła z jego własnej ręki, a więc całe to towarzystwo, potrafiło jeszcze przeprowadzić ofensywę w Ardenach i zadać Aliantom poważne straty. A ludność Niemiec wytrzymała ten napór - obojętnie czy ze strachu przed SS, czy z poparcia dla Hitlera, czy z kombinacji tych dwóch czynników, ale wytrwała. Według wielu historyków, ten drugi czynnik nie był wcale słabszy, niż ten pierwszy.

Dlaczego papież nie pomyślał ?

Ale to już było. A teraz, na przełomie lutego i marca 2009 roku, co jest teraz ?. Teraz jest zniesienie przez Benedykta XVI ekskomuniki ciążącej na lefebrystach, w tym i na ich biskupie, który neguje Holocaust przeprowadzony na rozkaz Hitlera przez jego najgorliwszych wyznawców. Papież się tłumaczy „niewiedzą" o poglądach biskupa i odżegnuje się od nich. Niewiedzą ? Na początku XXI wieku, na etapie rozwoju ludzkości nazywanym „najlepiej poinformowanym" w jej dziejach ? W okresie działania wprost wszechobecnej telewizji i wprost szalejącego internetu ? I kto to mówi ? Człowiek wszechstronnie wykształcony, wybitnie inteligentny, szef państwa posiadającego jeden z najlepszych na świecie wywiadów - klasycznego i tego, opartego na informacjach katolików, tworzących dziś społeczność światową liczącą j eden miliard sto milionów ludzi ?

I co dla nas najważniejsze. Dlaczego Benedykt XVI nie pomyślał o tym, że EKSKOMINIKĘ NAŁOŻONĄ PRZEZ PAPIEŻA-POLAKA ZNOSI ON, PAPIEŻ-NIEMIEC W SPRAWIE TAK NEWRALGICZNEJ W POLSCE JAK AUSCHWITZ I BIRKENAU, KTÓRE SAM ODWIEDZIŁ ? Bardzo to znamienne.

wydawca: A. Szkoda