Zygmunt Broniarek

Plotki płotki i GRUBE RYBY

Zalążek prywatnego tygodnika                         rok X

Polska dziewczyna twórcy Jamesa Bonda

Wiadomo, że świat już się nie „rozwija" ale wprost pędzi naprzód. W wyniku tego pędu, owa masa recenzji i komentarzy, które się pojawiły wokół najnowszego Jamesa Bonda pt. „Quantum of Solace" (w wolnym tłumaczeniu „Dawka pocieszenia"), w chwili, gdy Państwo czytają te uwagi, są już sprawą przeszłości. Niemniej warto do tego filmu wrócić, ponieważ wiąże się on z sylwetką niezwykłej Polki, Krystyny Skarbek-Giżyckiej, agentki wywiadu brytyjskiego, o której Winston Churchill mówił, ze to jego „ulubiona wywiadowczym".

Mimo to, po drugiej wojnie światowej, natrafiła ona na ciężkie czasy a jedyne miłe tygodnie spędziła z łanem Flemingiem, byłym agentem wywiadu brytyjskiej Marynarki Wojennej i twórcą powieściowego Jamesa Bonda. I teraz, proszę bardzo. W filmie „Quantum of Solace" Bond chce się za wszelką cenę dowiedzieć, czy jego dawna kochanka o nazwisku Yesper Lynd, którą zamordowano, zdradziła go, czy się dla niego poświęciła. Jej postać miała być wzorowana właśnie na Krystynie Skarbek-Giżyckiej.Taką tezę postawił Jacek Szczerba, krytyk filmowy „Gazety Wyborczej" w artykule pt. „Wszystkie kobiety Bonda" w numerze z 5 listopada 2008 roku. A skąd wziął natchnienie do takiego twierdzenia ? Z książki Jana Lareckiego, emerytowanego agenta wywiadu polskiego, pt. "Krystyna Skarbek. Agentka o wielu twarzach" (Szczerba powołuje się na Lareckiego expressis verbis). Jako jeden z dowodów na to, że Yesper Lynd - to Krystyna Skarbek-Giżycka, podaje się to, iż ojciec Krystyny nazywał ją „Yesperale" - może od włoskiego słowa. „vespa" - „osa", ale tylko w sensie powiedzenia „avere un yistino da vespa" „być szczupłą w talii".

Tak się składa, że dobrze znam Jana Lareckiego i jego żonę, Małgosię-Laryssę. To dziennikarka-podróżniczka i bardzo piękna kobieta, która pisze reportaże z dalekich stron  -od Egiptu przez Filipiny do Australii. W czasie rzadkich pobytów w Polsce jest ozdobą życia towarzyskiego Warszawy. Też ma „un vistino da vespa"

Delicje tajskiej kuchni

"Posmakuj tajskiej kuchni". Pod takim hasłem rozpoczął się 25 listopada 2008 „Festiwal Tajskich Delicji" zorganizowany przez Tajskie Centrum Handlowe pod kierownictwem pani Dyrektor, Yannaporn Ketudat. Taki Festiwal organizowany jest co roku z okazji Święta Narodowego Tajlandii, które przypada 5 grudnia, w dniu urodzin Króla Królestwa Tajlandii (tytuł oficjalny), Bhumibola Adulyadeja. W roku bieżącym, król kończy 81 lat, a panuje już lat 60 (brytyjska królowa Elżbieta II panuje „zaledwie" lat 56):

„Kuchnia tajska - mówi Pani Dyrektor - doskonale wpływa na zdrowie i urodę. Główne składniki potraw stanowią warzywa, zboża, owoce morza, zioła i przyprawy. Dania tajskie zawierają mało cukru i tłuszczu, przez co mają odmładzający wpływ na całe ciało. Wystawne to m. in. zielona zupa curry, zupa pikantna, sałatka z papai, ciasto krewetkowe i smażony makaron ryżowy z krewetkami"

Wielką, atrakcją dnia otwarcia Festiwalu był koncert wybitnego pianisty tajskiego, Nata Yontararaka. On grał, a jego żona, pani Pawomgduen (Sugar - Słodycz), tańczyła. Byłoto w rzeczy samej idealne połączenie siły (on) z łagodnością' (ona). Jego wirtuozeria i muzyczna wynalazczość pozwalają mu wyczarowywać z tradycyjnej tajskiej muzyki takie tony, że nasze „polskie ucho" nie tylko ją rozumie, ale także ją lubi. Taniec zaś pani Sugar to takie ruchy stóp i palców rąk, które tworzą ruchomą harmonię Uspokajają i pozwalają wznieść się do nirwany, nie tracąc poczucia rzeczywistości. Zresztą i rzeczywistość łagodnieje. To prawdziwa magia.

Wałęsa u młodych dyplomatów

Akademia Młodych Dyplomatów (AMD) - to instytucja istniejąca już cztery lata i -jak sama nazwa wskazuje - jest ona nastawiona na przygotowanie „narybku dyplomatycznego" czyli przyszłych zawodowych dyplomatów, łącznie z ambasadorami. Pod koniec każdej edycji, bo tak określa ona swe lata akademickie, AMD wręcza dyplomy na uroczystościach, charakteryzujących się obecnością i wykładem jakiejś wybitnej osobistości. W tym roku, pod koniec listopada 2008, czyli na zakończenie IV oraz inauguracji V edycji, taką osobistością był Lech Wałęsa. A ponieważ od Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego „Rycerz Wolności" prezydent Wałęsa otrzymywał nagrodę o tej nazwie, przybył z nim na uroczystość Daniel Olbrychski, który wygłosił laudację z tej okazji. Nagrodę wręczył Kazimierz Pisarski, prezes Fundacji, a całą uroczystość prowadziła Katarzyna Pisarska, dyrektor AMD.

Lech Wałęsa powiedział: - Zastanawiałem się nad tym, co ja, człowiek, który nie skończył jakichś specjalnych szkół, może powiedzieć przyszłym dyplomatom, już dobrze wykształconym. Pomyślałem jednak, że mogę mówić do Was o sprawach, które mogą Was zainteresować. Żyjecie teraz w świecie bez barier, prawie bez granic, ale za to w kraju, w którym całe pokolenia żyły, otoczone tymi barierami i w granicach zamkniętych, między wrogimi państwami, Niemcami i Rosją. W kraju, który przeszedł przez zabory, zdradzonym, jak się mówiło, po okresie niepodległości, i w 1939 i w 1945 roku. To, że w takich warunkach przetrwaliśmy, świadczy o tym, że droga do wolności, jaką szliśmy, była słuszna. Nawet więcej. Gdyby nie my, obalenie muru berlińskiego, zjednoczenie Niemiec, wyzwolenie Czechosłowacji i innych krajów podległych, trwałoby na pewno dłużej.

Ale to, że tak się stało, świadczy, że możemy także dać sobie radę z wyzwaniami, które przed nami stoją, a przede wszystkim z globalizacją. Globalizacja pojawiła się nie dlatego, że był to spisek Żydów czy masonów, ale dlatego, że wraz z rozwojem techniki, telekomunikacji, internetu, komórek, ona nastąpić musiała. Ale to właśnie wywołało swoje własne konsekwencje.

Ja jestem rewolucjonistą, ale nie takim, który niszczy, tylko takim, który chce wykorzystać to, co się dzieje, do rozwiązań pozytywnych. Uważam na przykład, że jeszcze w tym stuleciu nie utrzyma się system, który pozwala na to, żeby 10 procent ludzi miało w swych rękach 90 procent bogactw świata. Muszą się znaleźć rozwiązania, które to zmienią.

Referendum z udziałem Chin ?

Weźmy sprawę demokracji - mówił dalej Wałęsa. Chyba najbardziej skutecznym instrumentem demokracji jest referendum. A tymczasem przy ratyfikacji tego poprzedniego Układu o Unii, i teraz, w przypadku tego nowego, wiele rządów ucieka od referendum. Może boją się, że kiedy dojdzie np. do ogólnoświatowego referendum w sprawie praw człowieka, to Chiny przegłosuj ą wszystkich. Myśleć i o tym trzeba, ale rozsądnie.

Sprawa następna. Mamy teraz jedno supermocarstwo. Dysponuje ono największą siłą militarną, bez dwóch zdań. Ale z siłą moralną jest gorzej. Kiedyś mówiło się o Związku Radzieckim, że jest to Imperium Zła. To dlaczego nie stworzyć Imperium Dobra ? Siły do tego są. Tylko trzeba je umieć uruchomić. I trzeba uważać na tych, którzy będą przeszkadzać w tym, co dobre. Nie mogą liczyć na to, że nie będą zapisani, zidentyfikowani.

W czasie pytań nastąpił zabawny incydent. Jeden z mówców zamiast powiedzieć „prezydent Wałęsa", powiedział „prezydent Kaczyński". Wybuchł śmiech. Śmiał się tez Lech Wałęsa. Ja z tego skorzystałem i zadałem prezydentowi następujące pytanie: "Czy, mówiąc o tym, że ci, którzy będą przeszkadzać w robieniu dobrych rzeczy, nie mogą liczyć na bezkarność, miał Pan na myśli prezydenta, którego nazwisko zostało mylne wymienione ?". Tu też wybuchł śmiech i oklaski. Prezydent Wałęsa odpowiedział: „Są różne układy, a więc mamy i układ bliźniaczy. Oni miewają nawet od czasu do czasu dobre pomysły, ale idą one prawie zawsze w złą stronę. (Tekst przemówienia nie autoryzowany).

wydawca: A. Szkoda